Kings Insider 2015/05/26 – Punkt Zwrotny

Jest wiele punktów zwrotnych w życiu, głównie wtedy, gdy wydarzy się coś, co wywrze ogromny wpływ na dotychczasowy jego bieg. Nie jest inaczej z drużyną krakowskich Kings.

Przegrana z Falkonami, mimo iż wstrząsnęła nami, nie była jednak tym punktem zwrotnym. Z pewnością był to moment, kiedy ponownie skoncentrowaliśmy się, ale prawdziwy punkt zwrotny miał miejsce tydzień później w Katowicach. Zamykając pierwszą połowę rezultatem 20-13 dla korzyść przeciwnika i nie grając szczególnie dobrze, stałem przed drużyną, która nie była pewna siebie, ani tego, co będzie dalej.

DSC_0037Tylko jedna rzecz różniła mnie od drużyny w tym momencie – ja dokładnie wiedziałem, co będzie dalej. To był punkt przełomowy w naszym sezonie, który albo nas umocni i zintegruje, albo stworzy z nas grupę indywiduów. Musiałem tu i teraz to wyłowić i wprost o tym powiedzieć – tak spokojnie i jasno, jak tylko się da.

Zrobiłem to, nie da się ukryć. Wytłumaczyłem, na jakiego rodzaju rozdrożu stoimy. Czy jednak zrobiłem to spokojnym i zdecydowanym tonem?…nie dokładnie :)

Emocje i umiłowanie mojej drużyny, miesiące ciężkiej pracy, jaką włożyliśmy w ten sezon wzięły górę i rozpaliły ogień, który pragnąłem, aby ujrzeli. Jeśli kiedykolwiek był moment, żeby podnieść ducha tej drużyny, to był on teraz. Nie miałem przygotowanej mowy, nie miałem wzorca. Chciałbym napisać dokładnie to, co im powiedziałem, ale prawda jest taka, że nie wiem. Chociaż nie pamiętam słów, które do nich wypowiedziałem, definitywnie pamiętam ekstazę, jaką odczuwałem.

Byłoby, co najmniej nietaktem uważać, że kilka słów ode mnie, wygrało grę w drugiej połowie. Ostateczny wynik 41: 20 dla nas, unaocznił naszą dominację na boisku w czasie drugiej połowy meczu.

Mocna gra w drugiej połowie przeciw temu oponentowi nie stanowiła jeszcze przełomu. Nadszedł on w czasie następnego treningu i następnego meczu, w czasie, którego potykaliśmy się z drużyną, która jako jedyna była w stanie pokonać nas w tym sezonie. Tym razem jednak odmieniona drużyna Kings stanęła do boju. Nie ta, która w ostatniej chwili ryzykowała zagranie i zabrakło jej 1 punktu, ale ta, która zdominowała całą grę, od początku do końca, zwyciężając 34:6.

Powodem pisania „Kącika Trenera” jest ukazanie wnętrza drużyny i pokazanie, jakiego wkładu pracy potrzeba, żeby zbudować świetną drużynę i być jej częścią. Wierzę, że kiedy przyjdziecie na mecz w najbliższą niedzielę, będziecie nam kibicować jeszcze goręcej niż zazwyczaj, wiedząc, z jaką pasją cała drużyna podchodzi do tego sportu.

 

Go Kings!

Dawid Ostręga
Trener Główny
Kraków Football Kings