Pechowa trzynastka Warsaw Sharks, Królowie zdobyli stolicę

 

Warsaw Sharks sezon 2018 LFA1 przed własną publicznością inaugurowali starciem z Kraków Kings.

Pojedynek ten miał przedłużyć ich zwycięską serię do trzynastu kolejnych triumfów, lecz to goście lepiej zaprezentowali się w Warszawie i mogli cieszyć się z wygranej 35:20.

 

To spotkanie zapowiadane było jako rewanż za ubiegłoroczny finał PLFA1, w którym ze zwycięstwa 26:14 cieszyli się futboliści ze stolicy. Dzisiaj od pierwszych minut więcej jakości w ofensywie prezentowali Kings. Słabo w ten mecz wszedł rozgrywający „Rekinów” Bradley Jones, na którym sack zanotował Patryk Jakubiec. Krakowianie potwierdzili swoją przewagę na tablicy wyników dzięki touchdownowi Dariusza Nizioła po około 11-jardowym podaniu Filipa Mościckiego. Za jeden punkt podwyższył Marcin Masłoń.

W drugiej kwarcie Kings powiększyli prowadzenie. Rozgrywający gości sam również wpisał się na listę punktujących, z pomocą swoich kolegów przepychając się w endzone przeciwnika. Masłoń ponownie nie pomylił się przy kopnięciu i ekipa z Krakowa prowadziła już 14:0. Sharks nie prezentowali się dobrze w obronie, na co wpływ miała bez dwóch zdań strata kapitana – Mateusz Gołoś jeszcze przed przerwą musiał z powodu urazu opuścić boisko i nie był w stanie kontynuować gry. W tej samej części spotkania po licznych błędach defensywy gospodarzy, w tym dwóch „facemaskach” Osmana Sulkiewicza, przyjezdni znaleźli się bardzo blisko pola punktowego rywali. Bezlitośnie wykorzystał to Mościcki, po raz drugi meldując się w endzone Sharks, a kopacz ze stolicy Małopolski również nie popełnił błędu przy podwyższeniu. Kings pokazali, że można zaprezentować wiele jakości w ataku, nie posiadając amerykańskiego rozgrywającego. Bradley Jones po stronie gospodarzy w pierwszej połowie nie zaprezentował pełni swoich umiejętności, dając się powalić najpierw Patrykowi Jakubcowi, a po kilku minutach Szymonowi Sroce. Krakowianie natomiast nie spoczęli na laurach i dążyli do kolejnego przyłożenia. Po spektakularnym, niemal 80-jardowym biegu Szymona Wesołowskiego przez moment mogli cieszyć się oni z touchdownu, lecz arbitrzy z powodu przewinienia byli zmuszeni cofnąć akcję. Warsaw Sharks w końcowej fazie drugiej kwarty zdołali przejąć na moment inicjatywę. Za wcześniejsze błędy zrehabilitował się Jones, który dalekim podaniem „uruchomił” Jana Omelańczuka, który rozpoczął punktowanie po stronie gospodarzy. Zespół ze stolicy próbował dwupunktowego podwyższenia, które nie przyniosło jednak skutku. W ostatniej akcji przed przerwą „Rekinom” udało się ponownie zameldować w endzone. Kolejne celne podanie amerykańskiego quarterbacka tym razem znalazło się w rękach Adama Durmy, lecz ten opanował je dopiero za linią boczną i nie można było zaliczyć przyłożenia. Po pierwszych 24 minutach gry na tablicy widniał więc rezultat 6:21.

 

Druga połowa rozpoczęła się od wykluczenia z gry Filipa Szczęskiego. Były gracz Warsaw Eagles, obecnie reprezentujący Kraków Kings dwukrotnie dopuścił się niesportowego zachowania i dla niego mecz zakończył się już w pierwszych minutach trzeciej kwarty. Osłabienie rywali szybko wykorzystali gospodarze. Bradley Jones z Janem Omelańczukiem zaprezentowali ponad 60-jardową akcję podaniową zwieńczoną przyłożeniem. Ponownie nie udało się „Rekinom” podwyższyć za dwa, lecz przewaga gości „stopniała” do 9 punktów. To tylko pobudziło Kings, którzy w tej samej części meczu zanotowali touchdown. Mościcki oddał piłkę w ręce rozpędzonego Daniela Lazarowicza, który uciekł rywalom i po kilkujardowym biegu powiększył prowadzenie „Królów”. Podwyższenie Marcina Masłonia po raz czwarty okazało się celne.

W ostatniej kwarcie Gabriel Chambers zaliczył interception po dalekim podaniu Mościckiego, jednak sędziowie rzucili flagę za przewinienie Sharks i piłka nadal pozostała w posiadaniu gości. Wykorzystali oni trzy próby i w ostatniej podjęli próbę kopnięcia z pola. Ponad 40-jardowy field goal okazał się nieudany i futbolówka przeszła w posiadanie podopiecznych Austina Jonesa. Rozpoczęta wówczas seria ofensywna zakończyła się przyłożeniem. Około 40-jardowa akcja podaniowa znalazła swój finał w polu punktowym, gdzie zameldował się Adam Durma. Wreszcie udało się podwyższyć za dwa punkty za sprawą solowego biegu Bradleya Jonesa. Ostatnie słowo należało to przyjezdnych. Około 35-jardową akcją biegową popisał się wyróżniający dzisiejszego dnia Szymon Wesołowski. Marcin Masłoń celnym kopnięciem ustalił końcowy rezultat na 35:20 dla Kraków Kings. Bezsilni w końcówce gospodarze umożliwili jeszcze rywalom na poprawienie indywidualnych statystyk. Interception po podaniu Bradleya Jonesa zapisał na swoim koncie Jarosław Satkowski.

 

Zdecydowanie tak jak dzisiaj, powinniśmy byli zagrać w zeszłorocznym finale PLFA1. Wiele razy powtarzałem, że to my przegraliśmy tamto spotkanie, a nie Sharks je wygrali. Sami sobie wtedy na to zasłużyliśmy, tak samo jak dzisiaj zasłużyliśmy na to zwycięstwo – powiedział po meczu rozgrywający Kraków Kings, Filip Mościcki.

 

Na pewno nikt z nas nie łudził się, że mecz z Kings będzie łatwy. Pokazali dobrą grę, my niestety nie możemy tego raczej powiedzieć. Ale wyciągniemy z tego wnioski i będziemy wiedzieli co zrobić lepiej w następnych spotkaniach. Na pewno błędy były po obu stronach, ale tym razem Kings po prostu byli lepsi – nie ukrywał defensor Warsaw Sharks, Krzysztof Tomczak.
Mariusz Kańkowski

Halftime.pl

http://halftime.pl/pechowa-trzynastka-warsaw-sharks-krolowie-zdobyli-stolice/